Wpisy
To jest zdecydowanie moje ulubione zastosowanie szpinaku. Smoothie szpinakowo - owocowy. W zeszłym roku robiłam taki z jabłkiem, winogronami i bodajże mandarynką, a dzisiaj - trochę inaczej.
Smoothie szpinakowe z kiwi
1 jabłko
1 kiwi
ok. 1 szklanki świeżych liści szpinaku
0,5l kefiru
2-3 łyżeczki cukru
Jabłko i kiwi obrać i pokroić na dość małe kawałki. Obrane i pokrojone owoce zmiksować razem ze szpinakiem tak, aby powstała masa była jak najgładsza. Dodać kefir, zmiksować wszystko razem, a na koniec doprawić cukrem do smaku. Podawać na zimno, najlepiej od razu po przyrządzeniu.
Muffinki z budyniem w środku chodziły za mną od czasu, kiedy to zauważyłam w sklepie w zapakowaną w kartom mieszankę do robienia takich właśnie muffinek krzyczyącą do mnie "wybierz mnie! wybierz mnie!". Na jej nieszczęście, nie lubię gotowców - zwykle dużo nie ułatwiają wypieku, za to sa droższe i nie wiadomo jaką chemię tam pakują. No i nie można sobie pokombinować tak, jak to lubię robić w kuchni... Kiedy w końcu zdecydowałam, że uskutecznię muffinki z budyniem, wiedziałam, że będą cytrynowe. Poszperałam trochę po blogach i stronkach z przepisami i takiego nie znalazłam - chociaż przyznam, że podgapiłam to i owo... Muffinki wyszły GENIALNE! Polecam każdemu. A wcale nie robi się ich trudniej ani dużo dłużej niż zwykłe muffinki z czekoladą...
Cytrynowe muffiny z budyniem i lukrem
(na 12 babeczek)
Budyń:
opakowanie budyniu cytrynowego
300-350ml mleka
Budyń ugotować zgodnie z przepisem na opakowaniu,a le w mniejszej ilosci mleka tak, aby był gesty (jeśli jest bez dodatku cukru, posłodzić używając do tego 1,5 łyżki cukru).
Babeczki:
2 jajka
szklanka maślanki
pół szklanki oleju
skórka otarta z jednej cytryny
1-2 łyżki soku z cytryny
Składniki mokre wymieszać.
2 szklanki mąki
pół szklanki cukru
płaska łyżka proszku do pieczenia
płaska łyżeczka sody oczyszczonej
Składniki suche wymieszać ze sobą. Następnie dodać do nich wymieszane składniki mokre i krótko, szybko i niedokładnie wymieszać łyżką całość.
Do formy na muffinki (opcjonalnie wyłożonej papilotkami) nakładać po trochu ciasta muffinkowego na dół, następnie po łyżce budyniu na środek, budyń przykryć dokładnie kolejną warstwą ciasta (Najlepiej na dwa razy i ciasto wykładać z łyżki zaczynając od brzegu muffinki, a nie na środek). Piec ok. 18-20 minut w 200C.
Lukier:
2-3 łyżki cukru pudru wymieszać z odrobiną gorącej wody i sokiem z cytryny tak, aby uzyskać lukier gęsty, ale dający się rozsmarować na muffinkach. Nakładać na muffinki od razu po wyjęciu z piekarnika.
A to z tej okazji, że namówiłam siostrę na kupienie sobie blaszki do muffinek.... i sobie tez kupiłam jeszcze jedną. Namówiona, siostra zmusiła mnie, żebym jej upiekła muffinki (takie z czekoladą, mniam!), a że jej facet nie je słodyczy, to upiekłam mu też muffinki na słono... Bardzo smaczne wyszły.
Muffinki z rukolą, serem i szynką
(porcja na 6 babeczek - pół zwykłej blachy)
szklanka mąki
półtora łyżeczki proszku do pieczenia
pół szklanki kefiru lub maślanki
1 jajko
ćwierć szklanki oleju
dodatki: papryka słodka mielona (opcjonalnie z ostrą), sól, pieprz
garść świeżej rukoli
świeże zioła (u mnie bazylia i tymianek) - po trochu
kilka plasterków szynki parzonej
plasterek sera żółtego
Składniki suche wymieszać ze sobą, mokre wymieszać ze sobą, a potem wymieszać wszystko razem - dodając wszelkie dodatki odpowiednio rozdrobnione. Piec w 200C około 18-20 minut.
I jak tu się odchudzać, jak ochota na przyrządzanie słodkości ogromna? Tej ochocie od świat się z lubością oddaję, ale będę chyba musiała trochę przystopować. Wczoraj, w każdym razie, jej efektem było ponowne wykonanie bloku Tereski. A wszystko dlatego, że przy okazji świątecznych wypieków znalazłam spore zapasy budyniu czekoladowego, a po ciastach świątecznych zostały herbatniki. Wygrzebałam tez skądś paczkę słonecznika łuskanego, połączyłam to wszystko twórczo.... et voila! Efekt - pyszny, co mogą potwierdzić koleżanki z biura (jakbym miała jeść te wszystkie słodkości, które przyrządzam, to chyba bym się już turlała, więc koleżanki podkarmiam), a roboty przy deserze naprawdę mało.
Blok Tereski ze skarmelizowanym słonecznikiem
[zdjęcia brak, ze względu na problemy z aparatem]
100-125g łuskanego słonecznika
2 łyżki cukru
2 łyżki mleka
Mleko i cukier roztopić na patelni, wsypać słonecznik, mieszając często smażyć do zrumienienia. Uważać, żeby nie przypalić! Odstawić do przestygnięcia.
1 duże lub 2 małe jajka
150g cukru pudru
100g masła
2,5-3 paczki budyniu czekoladowego
1 łyżka dobrego kakao
120-150g herbatników
garść rodzynek (opcjonalnie)
Jajka utrzeć z cukrem pudrem. Wlać roztopione wcześniej i ostudzone masło, wymieszać. Wsypać kakao i suchy budyń i znów wymieszać. Na koniec do masy dodać pokruszone herbatniki, słonecznik i rodzynki, wymieszać. Masę przełożyć do pasującego kształtem naczynia, ugnieść, odstawić na kilka godzin do lodówki.
Jakiś czas temu opublikowałam przepis na hiszpańskie magdalenki. Ich smak jest genialny, ale ciągle sprawiają mi problemy. Wyszły mi może trzy razy, włączając w to pierwszą próbę, po której opublikowałam przepis. Po powtórzeniu go kilkukrotnie stwierdzam, że przepis jest łatwy, ale ciasto trudne - strasznie łatwo je zepsuć na wiele możliwych sposobów. Jak dowiem się, co robię nie tak, dam znać ;)
Na razie wiem na pewno, że babeczki nie mogą być za małe, trzeba je wyjmować z blaszki chwilę, ale nie od razu, po wyjęciu z piekarnika, nie wolno ich pod żadnym pozorem piec za długo i nie można piec więcej, niż jednej blachy na raz. Jej, ciekawe, czy to kwestia moich eksperymentów, czy jest błąd w przepisie....
Tiramisu to jedno z naszych ulubionych ciast. Uwielbiam też je robić, bo potrzeba na to dosłownie chwilki.... Przepis, jak to zwykle u mnie, po przejściach i kombinowany, ale nie ma przez to szans, żeby nie wyszło...
Niestety, składniki są troszkę drogie, dlatego nie mogę sobie pozwolić, żeby robić je często. Wczoraj jednak sie skusiłam na małą porcję...
Tiramisu
(Przepis na dużą blachę)
6 jaj
6 łyżek cukru
maluteńka szczypta soli
500g serka mascarpone
2-3 paczki biszkoptów typu "lady fingers" (takich podłużnych)
3-4 czubate łyżeczki kawy mielonej
kakao lub starkowana gorzka czekolada do posypania
Kawę zaparzyć w co najmniej pół litrze wrzątku, wystudzić. Białka oddzielić od żółtek, żółtka utrzeć z cukrem, białka ubić z odrobiną soli. Do żółtek dodać serek mascarpone, ucierać aż masa nabierze jednolitej konsystencji. Dodać do masy serowo-jajecznej pianę z białek i wymieszać łyżką.
Biszkopty namaczać w kawie (wystarczy zamoczyć i od razu wyciągnąć - chłoną kawę błyskawicznie), układać w tę samą stronę warstwami na blaszce. Po każdej warstwie zalać biszkopty masą (mi zwykle wychodzą dwie warstwy biszkoptów). Na wierchu posypać czekolada lub kakaem, odstawić na kilka godzin do lodówki (najlepiej na noc). Gotowe :)
Dzisiaj kalendarzowa wiosna, czas więc na podsumowanie moich zimowych starań rowerowych. Niestety, celu nie udało mi się osiągnąć - trochę ze względu na lenistwo, trochę na pogodę i brak odpowiednich ubrań, a trochę przez pożerającą coraz więcej czasu pracę licencjacką. Ale co wypedałowałam, to moje. Przedstawia się to tak:
Sezon zimowy, dosyć trudny, zamknięty, czas więc na postawienie sobie celu całorocznego. 2000km. I znów nie będzie łatwo, ale właśnie o to w sporcie chodzi, żeby z samym sobą wygrywać. Wyzwania mnie motywują, mam nadzieję, że to wyzwanie uda mi się wreszcie zrealizować.
Z innych wieści rowerowych, to wreszcie zaczęłam się wyposażać - musze skompletować odpowiedni strój i sprzęt do jeżdżenia. Moje zapotrzebowanie to na pewno:
- kalesony termoaktywne na zimę (kupione zimą);
- rękawiczki na zimę (kupione zimą);
- licznik rowerowy (kupiony ostatnio);
- "pieluchomajtki" - spodenki rowerowe z wkładką;
- nowy kask;
- kurtka wiatrówka (ewentualnie jakaś inna);
- koszulka termoaktywna;
- bluza termoaktywna;
- stanik sportowy (niemożliwe zupełnie na mój rozmiar, ale będę się rozglądać);
- buty?;
- kominiarka na zimę (już na następną);
- nowy, dobrej jakości rower, najlepiej cross.
Rower zaplanowany jest na przyszły rok, natomiast resztę sprzętu chcę kupić do tego czasu - zobaczymy, co mi się uda zrealizować. Listę będę na bieżąco uzupełniać i informować o postępach w jej wypełnianiu.
Nauczyłam się kręcić dwoma kółkami na raz! Ha! Jestem z siebie dumna :)
Na razie nie jestem w stanie dłużej utrzymać dwóch kółek tam, gdzie powinny być, o swobodnym przesuwaniu po ciele choćby jednego z nich też na razie mogę marzyć, ale to i tak osiągnięcie. Kręcenie dwoma kółkami jest bardzo męczące i teraz pewnie będę budować kondycję do tego i wprawiać się a potem może się pomyśli o jakichś figurach na dwa kółka. No i ciągle jeszcze musiałabym popracować nad kręceniem pionowym na klacie i nad kręceniem na udach, podnoszeniem kółka z ziemi.... mam o czym myśleć ;) Żeby jeszcze czasu na to było troszkę więcej...
Na forum, które regularnie odwiedzam, pojawiło się kiedyś pytanie o maszynę do rozmnażania jogurtu. Od razu mnie to zaciekawiło, bo fajna sprawa - bierzesz pewną ilość mleka i kubeczek jogurtu i wychodzi ci więcej jogurtu. No super, można mieć tyle jogurtu, ile tylko się chce. Maszynka kosztuje koło stówy.... ale na razie mnie nie stać, a poza tym to byłby następny grat, którego nie miałabym już gdzie schować w kuchni, a nie wiem, jak często bym z niej korzystała. Na szczęście koleżanki z forum zaczęły się dzielić innymi sposobami na domową produkcję jogurtu - można więc użyć termosu (takiego dużego nie mam), albo zrobić to w ten sposób, jaki ja dzisiaj wypróbowałam:
Rozmnażanie jogurtu
Litr (albo dwa) mleka UHT zagrzać do 40 stopni C (tak, żeby na dotyk było ciepłe, ale nie gorące), dodać kubeczek dobrego jogurtu naturalnego, zamieszać, zamknąć, garnek zawinąć w koc albo dwa i zostawić na 7-8 godzin. Po tym czasie, wstawić do lodówki. Do następnego rozmnażania jogurtu można użyć już tego domowego. W lodówce jogurt można przechowywać około tygodnia.
Długo zapowiadane weekendowe ciasteczka pieczone z przyjaciółką. Wyszły przepyszne - bardzo kruche, bardzo czekoladowe. Orzechy mocno dodawały im smaku, chociaż bez nich też by były dobre.
Na razie przerwa w pieczeniu, nie wiem więc, co się będzie w najbliższym czasie pojawiać na blogu. Ale będę się odzywać ;)
Kruche ciasteczka czekoladowe z orzechami włoskimi
200g gorzkiej czekolady
1 i1/4 szklanki mąki
ok. 100g masła
2-3 łyżki kakao
pół szklanki cukru
1 jajko
1 łyżeczka sody
0,5 łyżeczki soli
50g połamanych nie za drobno orzechów włoskich
Czekoladę stopić w kąpieli wodnej (w razie potrzeby dodać kilka łyżek wody lub mleka), odstawić, żeby lekko przestygła. Masło (w temp. pokojowej) rozetrzeć z cukrem, dodać czekoladę, dokładnie zmiksować. Następnie dodać jajko, utrzeć ponownie. Suche składniki (mąkę, sodę, kakao, sól) wymieszać, dodać do masy czekoladowej, wymieszać wszystko razem. Dodać orzechy, wymieszać ponownie. Ciasto nakładać łyżką na blachę wyłożoną pergaminem, piec ok. 20min. w 180 stopniach. Można też się pobawić i zamiast wykładać ciasto łyżką, ulepić kuleczki (same się spłaszczą do formy ciasteczek w trakcie pieczenia).